Poseł Stanisław Piotrowicz

14.08.2012

„Służby pracują intensywnie”

Wywiad w tygodniku "Nasza Polska" Nr 33 (876) z 14 sierpnia 2012 r.



Z posłem Stanisławem Piotrowiczem (PiS) wiceprzewodniczącym sejmowej Komisji Sprawiedliwości rozmawia Jacek Sądej

- Niedawno w mediach przypomniano informację związaną z raportem szefa ABW z okresu 2009-2010 w którym informował o działaniu rosyjskich służb w Polsce. Zwrócił w nim uwagę na zintensyfikowanie działań wywiadowczych i dezintegracyjnych tych służb. Ówczesny prezydencki minister Mariusz Handzlik po spotkaniu z ambasadorem rosyjskim sporządził notatkę, którą przekazał szefowi kancelarii premiera Tomaszowi Arabskiemu i ministrowi spraw zagranicznych Radosławowi Sikorskiemu, dotarła ona również do Jacka Cichockiego sekretarza kolegium ds. służb specjalnych. Czy w związku z tymi doniesieniami istnieją przesłanki, aby się niepokoić o stan bezpieczeństwa naszego państwa?

- O szczegółach trudno jest mówić. Myślę, że w kontekście katastrofy smoleńskiej jest to bardzo widoczne, iż obce służby interesują się tym, co dzieje się w Polsce. Mają tutaj wielu swoich agentów. Jakiś czas temu media donosiły, że na Litwie jest ponoć 3 tysiące agentów rosyjskich. To nie jest nic zaskakującego, można sobie wyobrazić, ilu tych agentów jest na terenie Polski. Nie tylko rosyjskich, ale i innych. Służby specjalne obcych państw podejmują przecież cały czas działania. Są to służby wywiadowcze, kontrwywiadowcze i co do tego nie ma wątpliwości. Myślę, że jest nikła świadomość w społeczeństwie, iż na terenie Polski służby obcych państw dość intensywnie pracują.

- Niestety, na tym polega ich rola...

- Często podnosi się argument, że żyjemy w bardzo spokojnych i bezpiecznych czasach, że już od wielu lat nie było żadnej wojny. Myślę, że warto o taką konstatację: po co strzelać z armaty, jeśli przy użyciu innych środków można uzyskać te same, a nawet i lepsze cele. W szczególności widoczne są pewne działania o charakterze dezintegracyjnym w odniesieniu do państwa polskiego. Występuje również zjawisko podporządkowania sobie państw na płaszczyźnie ekonomicznej. Przecież i w tym zakresie służby specjalne pracują. Skoro cele te można uzyskać przy użyciu takich środków, to dlaczego z nich nie korzystać? Są tańsze i przede wszytkim nie są dostrzegalne przez społeczeństwo. Kiedyś mówiło się o doktrynie „piątej kolumny” w państwach, w szczególności wspominało się o tym przed drugą wojną światową. Służby korzystają z wcześniejszych doświadczeń. Jeżeli chodzi o działanie służb rosyjskich, to szczególnie było to widoczne w kontekście katastrofy smoleńskiej.

- W jaki sposób się to przejawiało?

- Trudno w tej chwili rozgraniczyć, na ile to się działo z inspiracji tych służb, a na ile one wykorzystały napiętą sytuację pomiędzy kancelarią prezydenta a kancelarią premiera? Kancelaria premiera stale przecież wywoływała pewne konflikty, podejmowała walkę z prezydentem i jednocześnie usiłowano zrzucić odpowiedzialność za ten stan rzeczy na prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Pewne fakty świadczą niezbicie o tym, że to właśnie kancelaria premiera wytoczyła wojnę prezydentowi. Trudno żeby w takiej sytuacji nie wykorzystały tego służby specjalne, w myśl starej rzymskiej zasady „divide et impera”. Jeżeli jest spór, jeżeli rządzący toczą wojnę z głową państwa, jeżeli rząd i premier toczy wojnę z prezydentem, to trudno tego faktu nie wykorzystać. Myślę, że było to widoczne w tej notatce, o czym pisał pan minister Handzlik. Rosjanie postanowili tę sytuację rozegrać, i oni – można powiedzieć – rozgrywają ją do dziś. Bo nie tylko na skutek takich czy innych działań zginęła elita narodu polskiego, z głową państwa, prezydentem Lechem Kaczyńskim na czele, ale w dalszym ciągu służby mają doskonałą okazję, żeby to nadal rozgrywać. Żeby dzielić społeczeństwo polskie i upokarzać Polaków. Przecież cały czas mamy z tym do czynienia, widać to wówczas, kiedy Rosjanie pokazują nam, jak niewiele mamy do powiedzenia i „musimy” na wszystko się zgadzać. Odnoszę wrażenie, że polski rząd stał się zakładnikiem pewnych sytuacji. Przypuszczam, że dawne zbyt daleko idące relacje z Rosjanami, dziś nie dają rządzącym możliwości odwrotu. Przecież istnieje w sferze polityki zjawisko szantażu. Trudno w tej chwili rozstrzygać, dlaczego władze Polski tolerują narzuconą przez Rosjan politykę, i na ile oni to akceptują z własnej woli, a na ile stali się zakładnikami w tej grze. Rosjanie cały czas pokazują, że mogą sobie pozwolić na gesty lekceważenia polskiego premiera i jego rządu. To są rzeczy niebywałe. Myślę, że to nie dzieje się bez udziału służb specjalnych. Trzeba przecież podkreślić, że na czele państwa rosyjskiego stoi wysoki rangą oficer tych służb.

- W jednej z wypowiedzi wspominał Pan o tym, iż 25 października 2008 r. Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego zaewidencjonowała prezydenta Kaczyńskiego. Jaki mógł być cel takiego działania?

- Można zakładać, że służby specjalne, czyli ABW, zajęły się osobą prezydenta, żeby zapewnić mu ochronę, ale mogły też zajmować się tym we wrogich celach. Chciałbym podkreślić, że wtedy, kiedy służby podejmowały pewne działania, zakładając ewidencję w dobrej wierze, w celu ochrony osoby, to były zobowiązane zawiadomić o tym prezydenta, że wokół niego dokonuje się takich działań. W tym wypadku prezydent Kaczyński o takich zamierzeniach nie był informowany. Działo się to bez zgody i wiedzy prezydenta, a zatem mogła się nasuwać sugestia, że czynione to było w zupełnie innym celu, nieprzychylnym dla głowy państwa. Zresztą wystarczy zauważyć, jak służby specjalne w Polsce zareagowały na zamach na prezydenta Kaczyńskiego w Gruzji. Jak tę sprawę zbagatelizowano! To przecież powinien być bardzo mocny sygnał dla polskich służb i powinny być podjęte niezwykle energiczne działania. Takich rzeczy nigdzie na świecie się nie bagatelizuje. Nie mówiąc już o tym, że o pewnych zamierzeniach służby specjalne powinny informować osoby zagrożone z wyprzedzeniem. Taka jest rola służb, a nie działanie po fakcie. Jednak w tym przypadku takich informacji nie było. Służby najwyraźniej przed katastrofą smoleńską żadnych działań nie podejmowały, w tym również Biuro Ochrony Rządu również. Tu nasuwa się pytanie, jak to jest możliwe, żeby BOR, który podejmuje rutynowe działania w określonych sytuacjach, nagle ich nie podjął? Myślę, że nie można na to spojrzeć w kategoriach zaniedbania. Zastanawiające jest to, czy nie podjęto działań z własnej woli, czy też odczytano jakiś przekazany sygnał. Nie chcę spekulować, ponieważ nie mam na to dowodów, ale myślę, że BOR nie z własnej inicjatywy zaniechał pewnych działań, które zazwyczaj są wykonywane. Jeżeli się to zestawi z tym, że wszyscy, którzy nie wypełnili swoich obowiązków, zostali awansowani do rangi generałów, to pokazuje, że toczy się tutaj pewna gra. Służby specjalne najprawdopodobniej w czymś uczestniczyły, a później zostały za to nagrodzone.

- W związku z tymi wydarzeniami, czy można jeszcze liczyć na wyjaśnienie wszelkich okoliczności związanych z tą katastrofą? Czy możliwe jest jeszcze dotarcie do prawdy?

- Oczywiście, że tak. Tylko nie mogą tego śledztwa prowadzić ludzie, którzy są współodpowiedzialni za to, co się wydarzyło. Współodpowiedzialni, nie mówię, że w sferze karnej, ale w sferze politycznej i moralnej. Ci ludzie nie mogą tego śledztwa prowadzić. Proszę zwrócić uwagę, że pewne sprawy układają się w całość. Tzw. wątek cywilny śledztwa smoleńskiego i niebywała rzecz związana z tym, że rodziny ofiar katastrofy zostały pozbawione statusu pokrzywdzonego. Instytucję pokrzywdzonego w procesie karnym należy interpretować w sposób rozszerzający. W tym wypadku dokonano niebywałego ograniczenia. Zrobiono to po to, aby nikt nie miał prawa wejrzeć w te akta i żeby nikt nie miał prawa złożyć zażalenia na decyzje. Bo skoro nie ma pokrzywdzonego, to nie ma też podmiotu, któremu służy uprawnienie złożenia zażalenia. Myślę, że tego rodzaju faktów jest wiele, ale one układają się w jedną, w moim przekonaniu, logiczną całość.

- Dziękuję za rozmowę.